poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Edukacja jest najważniejsza!

"Edukacja jest naj-wa-żnie-jsza!" Mówiła zawsze mamusia, ano dobrze mówiła... 
Kwestia tylko, o jakiej edukacji mówimy. Edukacja empiryczna the best jest – zobaczyć, dotknąć, przeżyć, zapamiętać i... NIE zapomnieć – w takie sposób mogę się edukować przez całe życie! Podróżowanie jest 1000 razy efektywniejsze niż jakieś tam słowa.
Tak pamiętałam Espeñę w LO:


A to moja pamięć po autostopowej wycieczce:


Na owej wycieczcie zajadałam się ośmiornicami...


Zobaczyłam, że Barcelona jest cudowna również nocą...


I że Gaudi wielkim architektem był!


Przeżyłam też walkę Campeones o Mistrzostwo Świata i ich wielkie świętowanie przez kolejny tydzień.


Takie rzeczy tylko na żywo – więc zobacz, przeżyj, dotknij, poczuj!
Tak czy owak, z książki czy z reala, ile edukować się nie bedziemy, to i tak głupi umrzemy. Koniec, kropka!



wtorek, 25 stycznia 2011

NIE lubię marnowania czasu, jakże cennego!

Tym razem o tym czego nie lubie, a co ostatnimi czasy muszę robić... tak... też nie lubię jak coś muszę! Chodzi mi o naukę... ale nie, żebym nie lubiła się uczyć – człowiek uczy się przez całe życie i takie tam, więc w sumie uczyć się lubię. Ale nie cierpię się uczyć rzeczy absolutnie dla mnie zbędnych (taaa nidgy nie wiadomo, co mi się w życiu przyda...) i takich, które absolutnie mnie nie interesują, a w razie ewentualnej potrzeby sobie to wygoogluję i już! No strzela mnie na samą myśl, że zaraz muszę zasiąść i pomarnować kolejne godzinny, jakże cennego życia mojego!

Sesja, szczególnie na studiach, które nie są do końca z powołania się wybrało, to jakaś gigantyczna strata czasu! A ja czas uważam za coś niezwykle wartościowego i bardzoooo nie lubię go marnować, ojj bardzo! Tyleeeee jest ciekawych i interesujących rzeczy do porobienia, nawet do nauczenia się (np. hiszpański ;)) ale nie... wpis w indeksie musi być... dobrze, że chociaż MOST mnie ratuje i nie mam takiego zawalenia egzaminami (kompletnie zbędnymi moim zdaniem), bo w przeciwnym razie, chyba wyszłabym z siebie, stanęła obok i zaczęła się dobitnie śmiać  sama z siebie... po czym bym wróciła w siebie i zaczęła się uczyć...

Tak więc sesyjnej stracie czasu (czyt. nauce bezużytecznych rzeczy) mówię stanowcze nie... ale i tak to robię...

PS. Robię, ale nie ze zbyt dużym natężeniem, ponieważ dziś 1 koła nie zaliczyła, ale na naukę zmarnowałam tylko godzinę, więc chociaż taki tego plus!


poniedziałek, 10 stycznia 2011

morze i plaża!

Nie wiedziałam od czego zacząć...
Pierwszy post, więc powinien dużo mówić o mnie, ale z drugiej strony nie być za bardzo... sama nie wiem za jakie bardzo.. ;)

O czym mam napisać olśniło mnie w trójmiejskiej SKMce... takk znowu coś z PKP związane ;) btw jadąc pociągiem go pisałam!

Przyjechałam w ostatni weekend do 3city na zjazd, i jak wsiadłam do SKM uświadomiłam sobie, jak bardzo stęskniłam się za Trójmiastem i jego całym klimatem, a przede wszystkim za morzem!

I to jest właśnie jest  to, o czym chcę napisać – 
Wybrzeże, morze, zatoka, ocean, duża woda, nawet jezioro (ale takie duże), to to co uwielbiam!

Plaża i tak zwana „wielka woda” wywołują u mnie wewnętrzny spokój, wyłaczam się i żyję przez daną chwilę tylko tym widokiem, tą niczym nie ograniczoną przestrzenią, szumem fal i tą wielkością żywiołu jakim jest woda! Uwielbiam i już!

Mogłabym spacerować plażą godzinami, nie ważne czy ciepło czy zimno, czy jasno czy ciemno, jedyne co jest ważne, żeby nie było tłumu i żebym miała jak przejść ;)

Wschód, zachód, czy pełne słońce, no dobrze by było żeby za bardzo nie wiało jak leżę, bo jak pływam – to spoko. 
Taaaa i tu kolejna kwestia – a mianowicie wszytskie sporty związane z wodą – uwielbiam!
Pływanie w pław (jak woda jest ciepła), windsurfing, żagle, kite – na razie tylko patrzyłam jak inni to robią, ale na bank spróbuję!, czy nurkowanie.
Bardzo lubię i polecam – szczególnie spacery!
Morze i plaża to mój żywioł, koniec kropka. no i fotka!

 Galicia
 Galicia
 Islas Cies
  Islas Cies
  Islas Cies
 Chałupy
 Chałupy
Chałupy
Chałupy